Close the door, throw the key...

niedziela, 16 września 2012

Rozdział 30

Gdy już się od siebie odkleili, chłopcy skomentowali to niezwykle donośnym "UUUUUUUUUU", do którego po jakichś dziesięciu sekundach sama się dołączyłam. El i Lou spalili buraka i uśmiechnęli się do siebie.
Graliśmy tak jeszcze przez jakieś pół godziny, a potem już nam się znudziło, więc zjedliśmy po kiełbasce i postanowiliśmy poodbijać sobie piłeczkę, jak dzieciaki w przedszkolu. W sumie, nie było tak źle. Bardzo fajna zabawa. Zwłaszcza pod koniec, kiedy to Harry się wściekł, że w ogóle do niego nie podajemy i zaczał gonić Liama po całym podwórku.
Nagle z chmurek zaczął padać deszcz. Z prędkością światła uciekliśmy z podwórka, jednak i tak byliśmy cali mokrzy. Wzięłam Eleanor do mojego pokoju i dałam jej jakieś moje dresy i jeden z podkoszulków.
- Tam masz łazienkę- wskazałam na drzwi- Nie martw się- dodałam widząc jej przerażoną twarz- To tylko moja łazienka. Chłopcy ci nie wejdą.
Kiwnęła głową i zniknęła za drzwiami. Mi raczej nie za bardzo chciało się czekać na zwolnienie pomieszczenia, więc wygrzebałam z szafy drugą parę dresów i jakiś luźny, niebieski T-shirt, zakluczyłam drzwi mojego pokoju i przebrałam się. Kiedy El wyszła z łazienki, rozwiesiłam w niej mokre ubrania.
- Dalej mi zimno, a tobie?- zapytałam.
- Troszkę- mruknęła.
Wzięłyśmy moją kołderkę i zeszłyśmy na dół.
Chłopcy rozłożyli się już pod kocykami, a ja i Eleanor polazłyśmy do kuchni zrobić wszystkim gorącą czekoladę.
Podałyśmy każdemu po kubku z napojem i wcisnęłyśmy się na sofę, zwalając z niej na podłogę Liama, Zayna i Louisa. Harry leżał w samych bokserkach (przynajmniej miałam nadzieję, że ma bokserki) na podłodze, otulony śpiworem, a reszta chłopaków usiadła obok niego.
Zayn zaproponował film. Raczej nie mieliśmy niczego innego do roboty, więc włączyliśmy sobie "Zmierzch". Lou oczywiście naśladował Edwarda i nawet po obejrzeniu filmu się z niego nabijał.
Wybiła godzina 24:00.
- Mogę u was zostać na noc?- zapytała niepewnie Eleanor, przerywając Louisowi próbę zabicia Jacoba (Liama).
- No pewnie- odpowiedziałam- Chyba nie myślałaś, że pójdziesz teraz do domu.
Uśmiechnęła się.
Reszta nocy zeszła nam na rozmowach, wygłupach, niepochamowanych napadach śmiechu i śpiewaniu różnych idiotycznych piosenek np. "Nothin'g fine I'm corn" i "It's scooooooby dooooooooooooo".
Eleanor naprawdę polubiła chłopaków, a oni ją. Było zupełnie inaczej niż z Colette i mam nadzieję, że tak zostanie, bo chciałabym zaprzyjaźnić się z El. Myślę, że byłybyśmy dobrymi przyjaciółkami. Pod wieloma względami jesteśmy do siebie bardzo podobne i... UWAGA! UWAGA! Mamy ten sam numer buta!
***
Obudziłam się na podłodze, z głową na brzuchu Nialla i z nogami w okolicach twarzy Zayna. Ostrożnie wstałam i poszłam do kuchni. Godzina 11:00. Wczoraj zasnęliśmy, gdy Liam zaczął opowiadać nam jakieś dziwaczne historie ze swojego życia. Było wtedy coś koło piątej nad ranem.
Zaparzyłam sobie ciepłej herbatki i usiadłam przy stole. Warunki atmosferyczne panujące na zewnątrz- fatalne! Na serio! Nawet jak na Londyn! Szaro, buro, padał MEGA deszcz. Aż się chciało kopnąć lodówkę. Zrezygnowałam jednak z tego zamiaru, biorąc pod uwagę ogromny ból palców, jakiego mogłabym po takim zachowaniu doświadczyć.
- Cześć- powitałam Louisa, który właśnie pojawił się w progu.
Mruknął coś w odpowiedzi i rozpoczął ślęczenie przy lodówce.
- Nie ma marchewek- stwierdził po chwili i zrezygnowany klapnął na krzesło obok.
- Ale jest sok marchewkowy- powiedziałam i wyjęłam napój z jednej z szafek.
- ALLELUJA!- ryknął na cały dom i otworzył butelkę.
- Nie drzyj się tak, bo ich obudzisz- upomniałam go, jednak było już za późno, bo pozostali zmęczeni  pojawili się w kuchni.
- Jest jakieś śniadanie?- zapytał Niall ziewając.
- Coś tam zapewne jest- wzruszyłam ramionami i odłożyłam kubek po herbacie do zmywarki.
Dzisiaj nikomu nie chciało się nic robić. Na serio... Niby tylko pogoda, ale jednak potrafi człowiekowi nastrój zepsuć.
- Eleanor, co chcesz na śniadanie?- zapytałam.
- Nie jestem głodna- odparła- Ale napiłabym się kawy.
- Louis! Zrób kawę Eleanor!- zarządziłam.
On tylko zasalutował i wlał wodę do czajnika.
- Na którą macie próbę?- skierowałam pytanie do Liama.
- Na 14:00- powiedział- Paul ma coś do załatwienia, a chciał być na całej próbie, więc przełożył na popołudnie.
- Możecie z nami jechać- zaproponował Lou, stawiając przed El filiżankę kawy.
- Ja niestety nie mogę. Jadę z rodzicami do cioci- wyjaśniła.
- Ale ty, kochanie, przyjdziesz, co?- zapytał z nadzieją Niall.
- No właśnie. Byłbym niesamowicie zmartwiony, gdybyś nie przyszła. Przecież musisz zobaczyć, jaki jestem sweetaśny na scenie- przedrzeźniał go Zayn i zaczął lizać się z powietrzem.
Oczywiście spowodowało to jeden wielku wybuch śmiechu.
- Weź se znajdź dziewczynę- zaproponował Niall i pocałował mnie w policzek.
Kiedy wszyscy już zjedli, wypili, itp., poszłyśmy z El na górę, żeby się przebrać. Jej ubrania już wyschły, więc mogła się w nie swobodnie wbić. Ja natomiast wyszukałam sobie zestaw odpowiedni na dzisiejszą pogodę. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, umyłam zęby, uczesałam włosy i ubrałam się. Potem wpuściłam do łazienki Eleanor.
O 13:00 musiała już iść do domu, ponieważ mama bardzo się o nią niepokoiła, o czym świadczyły dzeisiątki wiadomości tekstowych i jeszcze więcej nieodebranych połączeń.
My natomiast wpakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy na próbę. Chłopcy pogadali chwilę z Paulem, a potem, gdy już zasiadłam na widowni wyskoczyli na scenę i zaczęli śpiewać "What Makes You Beautiful". Tańczyli, wygłupiali się... Widać, że muzyka sprawia im ogromną radość.
***
O godzinie 20:00 opuściliśmy budynek.
- Jestem wykończony- narzekał Zayn.
- A ja głodny- mruczał Niall, przytulając się do mnie.
- To było nie fair!- zbulwersował się Louis- Jak już było idealnie, to Paul i tak darł się, że jest "terriblement"!
- No!- przytaknął Harry- "Chłopcy śpiewajcie głośniej! Louis nie skacz tak wysoko! Liam uśmiechnij że się! Harry daj spokój!"- zaczął naśladować menadżera.
- Mam dość! WYSIAADAM!- podsumował Liam, który prowadził samochód.
Przyznam, że ja sama jestem zmęczona. Paul jest dość ostry. Jedzie po nich, jak cholera... Ale może to dobrze... Bo inaczej to już zupełnie by zdziczeli!
Weszliśmy do domu i każdy z nas dosłownie padł.
***
- Jutro koncert!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- obudził mnie krzyk Louisa i po chwili poczułam, że ktoś skacze po moim łóżku.
- Louis!- wrzasnęłam na niego i zwaliłam go na podłogę.
- Też cię kocham- narysował serduszko w powietrzu i zaczął się ziać jak głupi do sera.
- Po co mnie budziłeś?- zapytałam wkurzona.
- No... Nie wiem, czy wiesz, ale...
- Jutro koncert- dokończyłam za niego.
- Skąd wiedziałaś?- spytał jak głupi.
- No nie wiem... Może dlatego, że wleciałeś do mnie do pokoju z okrzykiem "Jutro koncert!!!!"?
- No już nie udawaj takiej mądrej i chodź na śniadanie, bo Harruś zrobił tosty- zakomunikował i wyszedł z mojego pokoju.
__________________________________________________________________________________
Cześć kochani! Rozdział 30 się kłania! Mam już prawie 4000 wejść, za co wam cholernie dziękuję.
Ale wracając... Rozdział mi tak średnio wyszedł, nie jestem z niego dumna, ale po prostu nie mam pomysłów ani weny. Jeżeli wy macie, to piszcie, bo na serio wasza pomoc bardzo mi się przyda.
Mój twitter: @kocia3ek_styles
Mój e-mail: kocia3ekstyles@gmail.com
Mój numer gadu-gadu: 4935256
Komentujcie kochani moi, czytajcie, polecajcie i róbcie co tam chcecie.
Lovciam was wszystkich!
Kocia3ek

czwartek, 13 września 2012

Rozdział 29

- Nic ciekawego- odparła- zapewne spędzę go w towarzystwie telewizorka i kocyka.
- No to wbijaj do mnie- zaproponowałam- poznasz chłopaków...
- Chłopaków?- zapytała- Jakich chłopaków?
- Moich przyjaciół- uśmiechnęłam się sama do siebie na wzmiankę o tej piątce... oryginalnie (?) zachowujących się (bądź, co bądź) dorosłych ludzi.
- Spoko- potwierdziła.
- Widzimy się o 18:00- zarządziłam i podałam jej adres naszego domu.
Jako, że nadchodziła godzina 15:00, postanowiłam zabrać się za przygotowanie jakiegoś obiadu, albo czegoś co choć po części by go przypominało, ponieważ stwierdziłam, iż chłopcy będą strasznie głodni. Z jednej strony podpowiadała mi to kobieca intuicja, a z drugiej... Chyba z czterdzieści wiadomości tekstowych od mojego chłopaka. Na każdej z nich pisał, że umiera z głodu i miłości... Urocze!
Wlazłam do kuchni i wyciągnęłam na blat wszystkie składniki potrzebne do przygotowania ryżu z warzywami, czyli... UWAGA! UWAGA! Ryż i warzywa! Wpierniczyłam wszystko na patelnię i BUM! Gotowe! Właśnie w tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Po jakiego grzyba dzwonicie, wchodząc do własnego domu?- zapytałam, gdy ujrzałam pięć roześmianych twarzy.
- Bo... Możesz tu robić różne dziwne rzeczy, którzych na przykład... Niall nie pownien zobaczyć- wyrecytował Louis i puścił mi oczko.
- Nic takiego nie robię, okay?- broniłam się.
- Tak, tak, tak- pokiwał głową, po czym wybuchnął śmiechem.
- Jak się czujesz?- spytał Liam.
Wiedziałam, że ma na myśli Cookie.
- W porządku- odpowiedziałam- Poznałam dzisiaj w knajpce bardzo fajną dziewczynę i jeżeli nie macie nic przeciwko, to wpadnie do nas o 18:00.
Zayn automatycznie się rozpromienił.
- Jakaś nowa laska w naszym domu?- zapytał uchachany- Wchodzę w to!
- Ale... Nie jest taka, jak ta wiedźma, co stąd wczoraj wyleciała na miotle?- zaniepokoił się Loczek.
- Nie Harruś, już nikt cię nie skrzywdzi- pogłaskałam go po głowie, naśladując głos mojej ciotki.
Zaprosiłam chłopaków do stołu, ale nim usiadłam, nie było już czego jeść. No dobra! Nie ważne! Nie jestem wcale taka głodna.
- Ej, to może by tak po jakieś jedzenie pojechać, co?- zaproponował Niall.
- Co?- zdziwił się Liam.
- No, bo... Przyjdzie ta dziewczyna i może by tak grilla zrobić?
- W sumie- Daddy zaczął bardzo poważnie rozważać jego propozycję.
Wybuchnęłam śmiechem na widok jego miny myśliciela.
- Dobra! Ja i Rose jedziemy po mięcho, a wy tu ogarnijcie!- zarządził i rzucił się na poszukiwania kluczyków do samochodu.
- Ja też chcę jechać!- mruknął Harry.
- Ja też!- zawtórowali Louis i Zayn.
- No... A ja... ten... no... ja... ZNAM SIĘ NA MIĘSIE!- wrzasnął Niall i popędził do samochodu.
BOŻE KOCHANY! Ja go nie ogarniam!
Już po kilku minutach w pełnym składzie wylądowaliśmy w sklepie przed stoiskiem mięsnym.
- To, co? Niall wybierasz, a my idziemy zająć miejsce w kolejce- zaproponował Lou.
- NIE!- zaprotestował Liam- Chcesz, żeby w całym sklepie mięsa zabrakło?
W efekcie Harry został z Niallem, żeby go "pilnować", a my poszliśmy stanąć w jakże długaśniej kolejce, ciągnącej się przez cały sklep i jeszcze dalej! OMG! Czy ci ludzie rozumu nie mają? Te stare babcie... Jeżdżą z tymi wózkami, jeżdżą, jeżdżą, jeżdżą, ryją się przed ludzi i jeżdżą, jeżdżą, jeżdżą... A w wózku jedno, głupie masło! What the hell?
W końcu opuściliśmy ten sklep z pełnym wyżywieniem na dzisiejszego grilla.
Ja i Harry zabraliśmy się za przygotowywanie kiełbasy i tych takich innych dupereli. Oczywiście nie obyło się bez niesamowice niesamowitego śpiewu Hazzy: "Mięsny jeż, mięsny jeż, ty go zjesz, ty go zjesz!". Myślałam, że ze śmiechy pęknę!
Gdy było już w pół do osiemnastej, ruszyłam do swojego pokoju, by się ogarnąć. Związałam włosy w warkocza na bok, zrobiłam lekki makijaż i przebrałam się. Nim się obejrzałam, usłyszałam pukanie do drzwi.
Z prędkością światła znalazłam się przy drzwiach (wywracając po drodze Hazzę, który niósł ketchup na podwórko) i otworzyłam je.
Oczom ukazała mi się bardzo fajnie ubrana Eleanor. Przywitałyśmy się i wyszłyśmy na dwór.
- El, to jest Louis, to Harry, to Niall, to Liam, a to Zayn- przedstawiłam jej chłopaków.
Na szczęście nie zareagowała tak jak Colette, tylko uśmiechnęła się i uścisnęła kolejno pięć dłoni moich przyjaciół.
- Kurcze- zaciągnęła mnie na bok- Jak mówiłaś o chłopakach, to zapomniałaś uwzględnić jednego, malutkiego szczególiku.
- Jakiego? Nie powiedziałam, że jest ich pięciu?
- Tego też, ale widzisz... Chodzi mi raczej o fakt, że oni są...
- Dziwni? Dziecinni?- przerwałam jej.
- ONE DIRECTION!
- Acha, no fakt. Tego nie powiedziałam.
Wróciłyśmy do nich. Liam oczywiście stał przy grillu, jako ten najodpowiedzialniejszy. W sumie, to i tak wszystko spalił, ale czy to ważne?
- Gremy w butelkę!- zarządził Zayn.
- Za całowanie- dodał Louis, spoglądając na Eleanor.
Wszyscy się zgodzili i usiedliśmy na kocach na trawie. Wzięliśy tylko jakąś deskę, żeby się jako tako ta butelka kręciła, bo na trawie były na to raczej nikłe szanse.
- Ja pierwszy!- zawołał z entuzjazmem Liam.
Zakręcił i wypadło na Zayn'a.
- Czekaj, czekaj. Trzeba w usta?- zapytał mój braciszek.
- Trzeba, trzeba!- wrzasnął Lou, a chłopcy niechętnie wykonali zadanie.
Gdy Zayn zakręcił wypadło na mnie. Cmoknęliśmy się szybko, a ja automatycznie poleciałam do łazienki wypłukać wnętrze mojej jamy ustnej (tak na wszelki wypadek). Po jakiejś minucie, zaczęli się mi dobijać.
- Co ty tam robisz?- zapytał Harry.
- Odkażam usta domestosem!- krzyknęłam sarkastycznie i wyszłam z łazienki.
Moim oczom ukazał się dość niecodzienny widok. Zayn klęczał przed drzwiami, a Harry mruczał, coś w rodzaju "Czy on naprawdę aż tak fatalnie całuje?"
Pozostawiłam to bez komentarza.
Wróciliśmy do gry i tym razem to ja kręciłam. Wypadło na... HAZZĘ!!! Bosz! Dlaczego?
Pocałowaliśmy się, co było naprawdę cholernie trudne, zważając na to, iż on jest we mnie chyba nadal zakochany, a ja mam chłopaka... Z tego wszystkiego rozbolał mnie brzuch!
Harry zakręcił i wypadło na Louisa. Zrobili jakąś dziką scenkę i się skończyło.
Butelka Louisa wskazała na... ELEANOR. Czy tylko mnie się tak wydaje, czy on zrobił to specjalnie, używając swojej marchewkowej mocy?
Pocałowali się, ale... Ich pocałunek trwał baaaaaaaaaaaardzo, baaaaaaaaaaaaaaaaardzo, baaaaaaaaardzo długo...
__________________________________________________________________________________
Witam was serdzecznie. Mamy 29 rozdzialik! Nudny, jak flaki z olejem i bardzo was za to przepraszam, ale wena mi wygasła przez lekcje języka polskiego :(
Pod ostatnim postem miałam 7 komentarzy, z czego jeden był mój. Ale dzisiaj są urodziny Nialla Horana (w realu oczywiście), więc nie wypadało nie napisać czegoś nowego.
Rozdział do najdłuższych i do najlepszych nie należy, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Nie robię TWITCAM'A, ale jeżeli tylko macie do mnie jakieś zapytanie, to wbiajajcie na twittera (@kocia3ek_styles), bądź piszcie e- maile (kocia3ek_styles@gmail.com).
To by było mniej więcej na tyle.
Dzięki za wszystko, co dla mnie robicie, jesteście naprawdę kochani!
Nowy rodział, jak dostanę 9 komentarzy!!!
Kocia3ek

wtorek, 11 września 2012

Rozdział 28

- Co? Przepraszam, możesz powtórzyć?- zapytałam z niedowierzaniem.
Moja najlepsza przyjaciółka postawiła mnie właśnie przed jednym z najtrudniejszych wyborów w moim życiu! Tzn. Byłby to najtrudniejszy wybór jeszcze tydzień temu. Teraz? Byłam pewna swojej odpowiedzi.
- To co słyszałaś- wzruszyła ramionami- Nie lubię ich, więc... Albo ja, albo oni.
- Ciebie już do reszty pogięło, co? Czy ty sądzisz, że to jest takie proste? A gdybym ja kazała Ci wybierać pomiędzy jedynymi ludźmi na świecie, przy których możesz być sobą, a najlepszą przyjaciółką, z którą spędziłaś całe życie?! Ciekawe kogo byś wybrała?!
- Ej, ja rozumiem, że wybór może być...
- Jaki? Trudny?
Kiwnęła głową.
- No to się mylisz!- wrzasnęłam.
- O! No to wiedziałam, że wybierzesz mnie! Przecież nie dało się inaczej- poprawiła włosy- Chodź, pakuj się wracamy do domu.
- Nie dało się inaczej?- zapytałam- No to popatrz! Nienawidzę cię! Stałaś się najbardziej rozwydrzonym bachorem we wszechświecie! Zachowujesz się jak ostatnia idiotka! I wyobraź sobie, że wybieram chłopaków!
Zrobiła jakąś dziwną minę.
- Tak, bardzo dobrze słyszałaś! Chłopaków! C.H.Ł.O.P.A.K.Ó.W!- przliterowałam, aby ta wiadomość napewno trafiła do jej rozkapryszonej główki- Wybieram mojego brata, mojego chłopaka... Moich najlepszych przyjaciół! Najlepszych przyjaciół, jakich kiedykolwiek miałam! Najlepszych przyjaciół, jakich mogłam sobie w ogóle wymarzyć! Ludzi, którym nie przeszkadzały moje humorki. Ludzi, którzy byli przy mnie cały czas, kiedy ich potrzebowałam. Ludzi, którzy uratowali mi życie!
- A co ze mną?- spytała w końcu, gdy dotarło do niej to, co właśnie powiedziałam.
- A gówno mnie to obchodzi! Leć do tego swojego Filipka i zajmij się sobą. I taka mała rada na przyszłość: dupą świata nie zdobędziesz! A teraz wynocha z mojego domu i nie chcę cię więcej widzieć na oczy! Zrozumiano?!
Ona kiwnęła niepewnie głową i poszła na górę po swoją walizkę. Po chwili zeszła i zniknęła za drzwiami. Rzuciłam się na kanapę i zaczęłam ryczeć. Ale dlaczego? Wygarnęłam jej! Była wredna dla mnie, dla chłopaków... Mam ją gdzieś!
Kilka minut później usłyszałam odgłos otwierających się drzwi i krzyki chłopców "Daliśmy czadu!", "Musimy to uczcić!".
- Rose?- spytał niepewnie Zayn, gdy zobaczył w jakim jestem stanie.
- Hej, młoda co się dzieje?- zapytał Louis i usiadł na brzegu sofy.
- Kochanie- Niall klęknął obok mnie i zaczął głaskać mnie po głowie.
- Żyjesz jakoś?- zaniepokoił się Liam.
Harry poszedł tylko do kuchni i zrobił mi kakałko.
Usiedliśmy wszyscy w salonie.
- Co się stało?- spytał w końcu Loczek, a ja w przerwie od płaczu opowiedziałam im o wszystkim, co się wydarzyło.
- I ja... Wiem, że zachowywała się okropnie, ale czuję, jakbym coś straciła- zakończyłam monolog.
Oni mnie przytulili i zaczęli pocieszać.
- Wszystko będzie dobrze- powiedział Liam- to była jakaś debilka, nie przyjaciółka.
- Właśnie- przytaknął Zayn- obrażała moje włosy. A poza tym... Nikogo nie straciłaś. Masz nas, pamiętaj!
Uśmiechnęłam się przez łzy i objęłam ich mocniej.
Byłam pewna, że dokonałam odpowiedniego wyboru. To oni są moimi prawdzwymi przyjaciółmi. Nie Colette, tylko Liam, Louis, Harry, Niall i Zayn.
***
Obudziłam się w swoim pokoju w ubraniach. Pewnie chłopcy mnie przynieśli. Zerknęłam na zegarek- godzina 9:00. Zeszłam na dół w piżamie. Na stole w kuchni leżała karteczka:"Przepraszamy Cię strasznie, ale musieliśmy jechać na próbę. Nie chcieliśmy Cię budzić, wiemy, co teraz przechodzisz. Powinniśmy być teraz z Tobą, ale nadrobimy po południu. Postaramy się szybko skończyć. Liam, Harry, Lou, Zayn i Twój kochany Nialler xoxoxoxoxoxoxo". Uśmiechęnełam się do siebie i zaparzyłam sobie gorącej herbaty. Wypiłam, po czym stwierdziłam, że nie mogę przesiedzieć całego dnia w domu, więc postanowiłam wyjść gdzieś na miasto. Ubrałam się w jakieś ludzkie ciuchy, które mogą ujrzeć światło dzienne i opuściłam dom.
Postanowiłam przejść się na jakieś śniadanie. Weszłam do pierwszej lepszej knajpki i zamówiłam naleśniki. Niestety, nie było żadnych wolnych stolików, więc chcąc, nie chcąć musiałam się do kogoś przysiąść. Zbadałam wzrokiem ludność; jakiś napakowany koleś z setką tatuaży, matka z drącym się dzieckiem, grupa uchachanych trzynastolatek... No THX! W końcu moją uwagę przykuła dziewczyna, mniej więcej w moim wieku. Była całkiem wysoka, miała długie, kasztanowe, falowane włosy i muszę przyznać- do najbrzydszych nie należała.
- Hej!- zagadałam, na co podniosła wzrok z nad książki- Mogę się przysiąść? Bo... Nie ma tu miejsc.
- Jasne- uśmiechnęła się i zgarnęła swoją torebkę z sąsiedniego krzesła- Eleanor- podała mi dłoń.
- Renesme- chwyciłam ją- Co tam czytasz?
- Uczę się matmy- odparła z grymasem.
- Znam to- mruknęłam ze zrozumieniem- Jaki temat?
- Równania i nierówności trygonometryczne- wyrecytowała z pamięci- Zupełnie nic z tego nie rozumiem.
- Raczej ci nie pomogę- stwierdziłam- Nigdy nie byłam dobra z majcy.
Dziewczyna tylko się uśmiechnęła.
- Tak w ogóle, ile masz lat?- zapytała po chwili.
- 18- poinformowałam ją- A ty?
- Niedawno obchodziłam 19 urodziny.
- Najlepszego!
Podziękowała i upiła łyk kawy rozpuszczalnej. Zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. Ta Eleanor to bardzo fajna dziewczyna. Polubiłam ją.
- Dałabyś mi swój numer telefonu?- spytała, gdy zakończyłyśmy temat jej dziwnej koleżanki z klasy.
Wpisałam dziewczynie dziewięć cyferek na jej telefonie. Puściła mi sygnał, a ja zapisałam jej numer.
- Eleanor... Co?- uświadomiłam sobie, że nie znam jej nazwiska.
- Calder- odpowiedziała- Przepraszam Cię, ale muszę lecieć. Mama mnie zabije, jeżeli po raz kolejny nie wyjdę z psem.
Potem widziałam już tylko, jak wyrzuca pusty, jednorazowy kubek po swojej latte do śmietnika i wychodzi z knajpki. Zostawiłam kelnerowi pieniądze i napiwek (głównie za jego zajebiste buty, ale nieważne) i opuściłam restaurację.
Szwędałam się jeszcze chwilę po ulicach Londynu, ale zdecydowałam się w końcu powrócić do domu.
Usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach i wlazłam na twittera. Zaobserwowałam Eleanor, a ona już po kilku sekundach pojawiła się w osobach obserwujących mnie.
"Dzięki za rozmowę w kawiarni"- twitnęłam.
"Nie ma za co! Może to powtórzymy?"- odpowiedziała.
Chwyciłam za telefon i wybrałam jej numer z kontaktów.
- Cześć!- zaczęłam rozmowę- Co robisz dziś wieczorem?
__________________________________________________________________________________
Hejo! Rozdział 28 i: mamy nową bohaterkę w opowiadaniu, nie mamy Colette w opowiadaniu.
Co wy na to? Piszcie komentarze, ponieważ (głównie ze względu na to, że mam szkołę i nie mam tyle czasu na pisanie rozdziałów) nowy wpis pojawi się, gdy otrzymam... 10 KOMENTARZY!!! Jestem podłym człowiekiem, wiem, ale taki mój charakterek! W sumie, to nie zatrzymałam wam w jakimś ważnym momencie, więc...
Nie dodam wam fotki El, bo nie widzę sensu. Jak chcecie to ją sobie wklikajcie w googlach i BUM! Będziecie wiedzieli, jak wygląda.
Acha... Zapomniałabym! Podam wam mojego twiterra: @kocia3ek_styles. Wbijajcie, obserwujcie... Nie wiem... Róbcie, co chcecie! Acha... No i pytanie: KIEDY (i czy w ogóle) chcecie TWITCAMA?! Odpowiedzcie, bo muszę jakiś termin ustalić, ok?
Rozpisałam się... Ale kij!
LOFFCIAM WAS i dziękuję za ponad 3,5 tysiąca wyświetleń!!!
Kocia3ek

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 27

Obudziłam się koło godziny 9:00. Prawa ręka Nialla spoczywała na moim brzuchu, lewa natomiast "dyndała" kilka centymetrów nad podłogą.
Z dołu dało się słyszeć stłumione głosy moich przyjaciół.
- Harry masz najbardziej pedalskie gacie, jakie w życiu widziałam!- wrzeszczała Colette.
- Masz coś do spodni mojego misiaczka?- bronił go Lou.
- No i widzicie? Jesteście pedałami. I'm so sorry!
Cookie zaczynała mi już naprawdę działać na nerwy. Nie podobało mi się jej zachowanie. To było jakieś... nieludzkie!
Najciszej jak potrafiłam wstałam z łóżka. Poszłam do mojej łazienki. Na płytkach podłogowych walały się ubrania mojej przyjaciółki, w okolicy prysznica został pozostawiony ręcznik, a nieopodal kosza na brudy, zwisała sobie nieodłączona od prądu suszarka.
Zabrałam się za sprzątanie. Nigdy nie lubiłam bałaganu. Wolę żyć w porzadku, niż w jedym wielkim syfie.
Po skończonej pracy uczesałam się i ubrałam oraz wyszorowałam zęby. Gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół.
Wszyscy siedzieli przy stole i zajadali się jajecznicą na bekonie przyrządzoną przez Hazzę. Tzn. chłopcy się zajadali, bo Colette rozgrzebywała jedzenie widelcem z wyraźnym niezadowoleniem malującym się na twarzy.
Przywitałam się z każdym z osobna i zajęłam miejsce przy stole. Harry postawił przede mną talerz z grzankami.
- A gdzie jajecznica?- zapytałam.
- Nie lubisz jajek- stwierdził niepewnie.
- Ludzie się zmieniają- odpowiedziałam- JA CHCĘ JAJKA!- wysyczałam.
- Spokojnie, spokojnie Rose. Tylko spokojnie, spokojnie. Zaraz ci zrobię tą jajecznicę- zrezygnowny uniósł ręce do góry.
- Przecież cię wkręcam- zaśmiałam się- Żebyś widział swoją minę!
- Osz ty!- zdenerwował się i rzucił się na mnie. Zaczął mnie łaskotać. Jakiś czas potem na mnie leżał.
Później usłyszałam już tylko komendę Louisa "Ludzka kanapka!!!" i poczułam na sobie kolejno dość sporawe ciężary.
- Ej! Nie mogę oddychać- wydusiłam- Nie ważycie trzech kilogramów!
- No, trzech może nie- powiedział Harry gdy już ze mnie zlazł- Ale 73 to już co innego!
- Aleś ty gruby!- skomentowała Colette, o której obecności zupełnie zapomniałam.
- Tyle moja droga, ważą moje mięśnie!- Hazza wystawił jej język, po czym zabrał się za prezentowanie muskułów i ćwiczenie jakichś dzikich wykopów karate.
- A ty Rose, ile ważysz?- zapytał Louis, z trudem unikając ciosu zadanego uprzednio przez Loczka.
- Z uwagi na moje zdrowie psychiczne, z wagi nie korzystam- uśmiechnęłam się.
Gadaliśmy tak jeszcze jakiś czas o przecudownych liczbach, które pojawiają się na wyświetlaczu wagi, gdy na niej staniemy, po czym zakończyliśmy dysusję, gdy Cookie zaczęła nawijać, że jej Filipek waży tylko 60 kilogramów i jest przecudowny, uroczy, słodki.... Jeszcze chwila i pozbyłabym się śniadania. A przecież sama mam chłopaka!
- Ej, dzisiaj zostawimy was same, bo mamy próbę przed koncertem- poinformował nas Liam- nie obrazicie się?- popatrzył bardziej na mnie niż na Colette.
- Ja na pewno nie!- krzyknęła, na co ja tylko wzruszyłam ramionami.
Nie minęła minuta, a oni już rozeszli się po pokojach.
- Rose! Widziałaś gdzieś moją czerwoną bejsbolówkę?!- wydarł się Zayn z góry, ledwo usiadłam na kanapie.
- Trzecia półka od góry!- krzyknęłam do niego.
- Tam jest niebieska! Ja chcę CZERWONĄ!
- Przypatrz się bardziej, to znajdziesz też czerwoną!
- O! JEST! Dzięki!- wrzasnął.
- Nie ma za co!
Po chwili rozległ się głos Harry'ego.
- Mucha czy krawat?
- To tylko próba! Weź ubierz zwykłą koszulkę i marynarkę!- zaproponowałam- W koszuli się udusisz.
- Dobra! Dzięki!
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Ale którą?- wydarł się ponownie.
Wstałam i pobiegłam na górę do jego pokoju. Wygrzebałam mu z szafy jakiś biały T-shirt i rzuciłam w niego.
- Może być?- spytałam sarkastycznie, na co kiwnął głową.
Gdy byłam już na schodach usłyszałam Louisa.
- Czerowne rurki, czy beżowe?
Wkroczyłam do jego pokoju. Podałam mu bluzkę w granatowe paski i wskazałam na pierwsze wybrane przez niego spodnie.
- Dziękuję Rosie, jesteś wielka!
Spiorunowałam go wzrokiem.
- No przecież wiesz, że nie w tym sensie, młoda- uśmiechnął się.
- No mam nadzieję- odpowiedziałam sarkastycznie- I nie mów do mnie młoda!
Potem weszłam do pokoju Nialla, w którym panował bród i wszelakie dziadostwo.
- Przeszło tu tornado?- zapytałam przerażona.
- Mniej, więcej. Nie mogę znaleźć drugiego buta- wyjaśnił.
- To idź w innych- zaproponowałam- A ja ci dzisiaj tu posprzątam, bo na serio masz tu jakiś burdel na kółkach.
No poważnie! Nie wiem jak on zrobił taki syf w kilka minut. Przed śniadaniem było jeszcze czyściutko.
- Dziękuję- pocałował mnie namiętnie w usta i zabrał się za ubieranie conversów- Wiesz, że cię kocham?
- Tak, tak wiem. Ja ciebie też- odpowiedziałam- Ale teraz weź się pospiesz, bo nie będą czekać.
Jak burza wyleciał z pokoju.
- Rose, przyszyjesz mi guzika do koszuli?- zapytał w biegu Liam.
- Już nie zdąrzę- oceniłam- Ale ubierz inną. Mało ich masz?
Pokręcił przecząco głową i zniknął za drzwiami swojego królestwa.
Po dziesięciu minutach krzątania się po kątach, szukania kluczyków, butów, spodni, żelu do włosów i innych takich dupereli, chłopcy sobie pojechali. Oczywiście, znając londyńskie ulice, będą spóźnieni, ale kij z tym.
- Cookie, co robimy?- zapytałam, gdy przyjaciółka zeszła na do mnie na dół.
- Film?- zaproponowała.
- Chętnie- poszłam po jakieś chipsy do kuchni, a ona klapnęła wygodnie na sofie.
Włączyłyśmy "Monte Carlo" z Seleną Gomez w roli głównej. W sumie nie był jakiś strasznie ciekawy, ale złym bym go nie nazwała. Oglądałyśmy, ale żadna z nas się nie odzywała. Taka jakaś dziwna atmosfera.
- Co z tobą?- spytałam.
- Słuchaj...- zaczęła- Nie będę owijała w bawełnę...
- O co chodzi?- zaniepokoiłam się.
- Wybieraj: Albo ja, albo oni!
__________________________________________________________________________________
Hejo! 27 rozdział!!! Jest trochę dziki i krótki, ale... I'm very, very, very tired!
A u was co tam?
Nie będę przynudzać, bo nie widzę sensu...
Ciekawe kogo wybierze Renesme..............................................................................Wiecie?
Kocia3ek

piątek, 7 września 2012

Rozdział 26

- Musisz wyskoczyć w samych majtkach z domu i wrzasnąć "Kryjcie się ludzie! Koniec świata nadchodzi!"- powiedziała po chwili namysłu ze złowieszczym uśmieszkiem.
- Przecież dziennikarze mnie zniszczą, jak będą mieli takie meteriały!- krzyknął- Za kilka dni mamy koncert. Nie mogę psuć nam reputacji przed wystepem.
- Takie zasady- wzruszyła ramionami.
- Colette- zaczęłam- to nie jest dobry pomysł.
Ale nikt już mnie nie słuchał, ponieważ Zayn zaczął ściągać bluzkę. Cookie wybuchnęła przerażającym śmiechem. Wiecie... Takim, jakim zwykle wybuchają czarne charaktery w bajkach dla dzieci.
- Zayn, pogięło cię?- zapytał Liam- Błagam, przemyśl to jeszcze raz.
Było już jednak za późno. Usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwi i stłumiony głos Zayna rozlegający się najprawdopodobniej po całej okolicy. Wrzeszczał na serio głośno! Ja go zabiję! A chłopcy tym bardziej!
Po chwili wrócił i jak gdyby nigdy nic się ubrał.
***
Jest już dość późno. Kilka minut temu skończyliśmy grę w butelkę. Działo się! Colette nadal nienawidzi chłopaków. Ja naprawdę nie wiem, o co jej chodzi.
Właśnie rozmawia ze swoim Filipkiem i pieprzą coś o "powtórce z rozrywki". O co im chodzi, mogę się jedynie domyślać.
- Idę do łazienki!- poinformowałam przyjaciółkę.
- Ja idę pierwsza!- zarządziła.
- Ale... Przecież ty rozmawiasz przez telefon- zdziwiłam się.
- No i co z tego?- zapytała i wróciła do rozmowy ze swoim chłopakiem- Tak, tak Filipeczku. Już jestem, kochanie. Nie, to tylko Rose. Coś tam pierniczy.
Westchnęłam. Zrezygnowana klapnęłam z powrotem na łóżku. Gadała, gadała, gadała, gadała, gadała... Już bym zdąrzyła ze 20 razy wziąć prysznic.
W końcu jednak porwałam jakąś piżamkę i poszłam do pokoju Nialla.
- Cześć- pocałowałam go na powitanie- Mogę skorzystać z twojej łazienki?
- Cookie?- posłał mi pełne zrozumienia spojrzenie i uśmiechnął się niechętnie.
- Nie lubisz jej?- zapytałam.
- To za mało powiedziane! Ja jej po prostu nie cierpię! Ona jest masakryczna!- stwierdził i wskazał na drzwi do łazienki.
Ułożył się wygodnie na łóżku i mruknął "Będę czekał!".
I wtedy zabrzęczały mi w uszach słowa Harry'ego. "Będę czekał. Nie ważne, jak długo, ale będę"... Przed oczami zobaczyłam jego twarz. Rose! Ogarnij się! TY kochasz SWOJEGO CHŁOPAKA, NIALLA!!!
Weszłam pod przysznic i skierowałam strumień lodowatej wody prosto w moją twarz, by odgonić od siebie myśli związene ze Styles'em.
Włożyłam na siebie piżamkę i wyszłam z łazienki. Niall jak leżał, tak leżał, ale tym razem w towarzystwie ciastek.
- Będziesz to jadł?- spytałam- Na noc?
- Nie "będziesz", tylko będziemy- poprawił mnie.
- O nie, kochany- zmierzwiłam jego czuprynę.
- Tak- droczył się.
- No to sobie jedz- uległam- Ale ja nie zamierzam.
- Okay- kiwnął głową i w zwolnionym tępie chwycił jedno z ciastek, które już po chwili wylądowało w jego ustach.
Jadł aż mu się uszy trzęsły i zachowywał się przy tym, jak w reklamie telewizyjnej. Wiecie, w jednej z tych, w których jakaś przepiękna kobieta z toną make up'u na twarzy próbuje zachęcić odbiorców do zakupu różnych badziewi, choć na sam ich widok oczy ją pieką.
Marketing- fajna rzecz!
- Ale pycha- zachęcał mnie- Na serio nie chcesz?
- No dobra- wydukałam zrezygnowana i rzuciłam się na ciacho.
I tak sobie kulturalnie spożywaliśmy "kolację". Cały czas się karmiliśmy i w ogóle, i nie wiem jakim sposobem, ale te ciastka były wszędzie. Jedno nawet (na serio nie mam pojęcia jak) wylądowało w szafie Horanka.
- Zaklepuję ostatnie!- krzyknęliśmy oboje i niczym stado... eee... Nie wiem czego rzuciliśmy się na pudełko. Tym pięknym sposobem wygrałam ciacho!!! OH YEAH!!!
- Teraz wyplujesz grzecznie to ciastko, albo...- zagroził Niall.
- Albo co?
- Albo to- i zaczął mnie łaskotać. Najnormalniej w świecie nie mogłam złapać tchu. Rechotałam się jak głupia. Od zawsze moją słabą stroną były łaskotki, które posiadałam praktycznie na każdej części ciała.
Gdy byliśmy w dość dziwnej pozycji do pokoju wlazła (bez pukania) Colette.
- Możecie przestać hałasować? Spać nie mogę!- stwierdziła, badając nas wzrokiem, po czym zrezygnowana opuściła pomieszczenie.
A my? Jak to my! Wybuchnęliśmy niepochamowanym śmiechem. W sumie to ja się śmiałam bardziej ze śmiechu Nialla niż z tej całej sytuacji, ale czy to ważne?
Gdy już się ogarnęliśmy, położyliśmy się na łóżku i przytuleni do siebie, zasnęliśmy.
_________________________________________________________________________________
Witojcie z 26 rozdziałem! Przepraszam was, że przez ten czas nie pisałam, ale po prostu muszę ogarnąć ten rok szkolny, bo wiecie... Wracać do domu i odrabiać zadanie? Nie podoba mi się to! Ale... Kończą mi się pomysły i wena!!! Ale... SPX! Dam radę! Dla was!
Ale nie wyrabiam z dwoma blogami, więc drugiego usunę i zostanę na tym, a tamtą historię będę kontynuować po skończeniu tej, ok?
Dzięki za komentarze i też was koffam!!!
Kocia3ek

poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 25

Postanowiłam nie zwracać uwagi na dogryźliwe komentarze Colette, choć robiło się to naprawdę męczące.
- Może pokażę ci mój pokój, co?- zaproponowałam, gdy chciała powiedzieć coś na temat koszuli Hazzy.
Wzruszyła ramionami i wskazała na walizkę. Z trudem w ogóle ją dźwignęłam, nie mówiąc już o wtachaniu ją na górę.
Colette powlokła się za mną, zarzucając przed tym swoimi rudymi włosami przed samą twarzą Liama, jakby chciała przez to pokazać swój "wyższy poziom".
- No więc... To jest mój pokój- uśmiechnęłam się otwierając przed nią drzwi.
Zbadała go tylko wzrokiem i zrobiła kwaśną minkę.
- Ty TU mieszkasz?- zapytała z obrzydzeniem.
No okay! Mój pokój w Wolverhampton był bardziej "mój", ale bez przesady! Ten także mi się podobał.
- Tak, ja TU mieszkam- odpowiedziałam.
- I gdzie ja będę spać?- spytała.
- Na moim łóżku- poinformowałam ją, po czym dodałam- ze mną.
- Z tobą?- uniosła brwi do góry.
- Tak, Cookie. Ze mną. Gdy u siebie nocowałyśmy nigdy nie miałaś z tym problemów.
- Ale teraz mam!- krzyknęła.
Pokazałam jej szafkę i zostawiłam ją samą. Z jednej strony dlatego, żeby odpoczęła, ale z drugiej dlatego, że miałam jej naprawdę po dziurki w nosie.
W kuchni siedzieli chłopcy i zawzięcie o czymś dyskutowali.
- Cześć- przywitałam się- O czym tak plotkujecie?
- O twojej psiapsiółce- odpowiedział Louis- Jest jakaś dziwna.
- Nom- przytaknął Liam- jesteś pewna, że nie pomyliłaś jej z kimś na lotnisku?
- Wiem. Teraz strasznie się zmieniła. Nie wiem, o co jej chodzi. Jeszcze niedawno taka nie była. Przecież nie widziałyśmy się tylko przez miesiąc- wyjaśniłam.
- Renesme!- usłyszałam z góry.
Szybko pobiegłam do pokoju, w którym znajdowała się obecnie moja przyjaciółka. O ile mogę ją tak nazwać.
- Zrób mi jakiś obiad- zarządziła- Jestem głodna.
- Nie zjesz z nami?- zapytałam.
- Z tobą ewentualnie mogę, ale za towarzystwo tych imbecyli podziękuję.
- Colette, przesadzasz.
- Nie, nie przesadzam. To są zwykłe pedały!- wydarła się tak, aby chłopcy napewno usłyszeli.
- Jak chcesz możemy zjeść na mieście, ale nadal uważam, że nie powinnaś się tak zachowywać.
- A kim ty jesteś? Moją matką?- wściekła się.
Postanowiłam pozostawić to bez komentarza. Powiedziałam tylko "Zbieraj się, za 10 minut wychodzimy" i zeszłam na dół, by powiadomić chłopców o naszym wypadzie na miasto.
Po jakimś czasie, Colette uraczyła mnie swoją obecnością wciśniętą w najdroższe, a jednocześnie najbrzydsze ciuchy jakie w ogóle widziałam i wyszłyśmy z domu.
Szłyśmy i praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy. Co jakiś czas Cookie nawijała o swoim nowym chłopaku, Filipie, którego poznała na Hawajach i o tym, jak ja mogę mieszkać z "takimi nieogarniętymi dzikusami, którzy nie mają w sobie za grosz męskości".
- A tak w ogóle , co tam u Toma i Dallasa?- zmieniłam temat.
- A bo ja wiem!- wzruszyła ramionami.
- Jakie "bo ja wiem"?- zdziwiłam się- Przecież to twoi przyjaciele. Nasi przyjaciele.
- Popierdzieliło cię, czy jak? Ja już się nie zadaję z takimi głąbami- powiedziała.
- Acha. A można wiedzieć z kim się teraz zadajesz?
- Z Filipem, z Bradem, z Connorem- zaczęła wymieniać- ze Spencem, z Diego, z Victorem, z Michaelem, z Alexem, z...
- Czyli mam rozumieć, że przyjaźnisz się ze wszystkimi chłopakami z okolicy, tylko nie z naszymi przyjaciółmi, tak?
Kiwnęła głową.
Co się z nią do cholery stało? Zawsze była taka uśmiechnięta, przyjaźnie nastawiona do życia! A teraz? Nie poznaję jej! Zupełnie jej nie poznaję.
Weszłyśmy do jakiejś knajpki i zamówiłyśmy jedzenie. Zjadłyśmy (oczywiście Cookie zjechała kelnerkę za to, że musiała czekać na obiad aż 7 minut) i wróciłyśmy z powrotem do domu.
***
Udało mi się wyciągnąć Colette na dół.
- Gramy w butelkę?- zaproponował Niall- prawda, czy wyzwanie.
- Popier*oliło cię?- bulwers by Cookie.
- Nie- pokręcił głową- Po prostu Rose nigdy nie chce grać, bo jest jedyną dziewczyną.
- Kto to Rose?- zapytała zdezorientowana.
- JA!- krzyknęłam, tak by na pewno zrozumiała i pomachałam jej ręką przed twarzą.
- W sumie możemy grać- zgodziła się Colette- będę mogła was wykończyć.
- Okay. Niall opróżnij butelkę- zarządził Liam.
Blondasek poszedł do kuchni i przyniósł butelkę pepsi. Wypił całą zawartość na jednym wdechu i postawił ją na środku pokoju. Usiedliśmy dookoła i się zaczęło.
Pierwszy kręcił Louis. Wypadło na Nialla.
- Wyzwanie- zdecydował.
- Musisz...- zamyślił się Lou- Musisz pocałować Renesme.
- Aleś wymyślił- Niall podszedł do mnie i musnął moje usta- To moja dziewczyna, geniuszu.
Potem kręcił Niall. Wypadło na Colette.
- Prawda- powiedziała stanowczo.
- Który z nas jest najprzystojniejszy?- zapytał.
- ŻADEN!!!- krzyknęła i chwyciła butelkę, by nią zakręcić.
Wypadło na Zayna. "Biedaczek", pomyślałam.
- Więc... Musisz...
___________________________________________________________________________________
Moi kochani czytelnicy! Jak po rozpoczęciu roku?
Założyłam drugiego bloga zgodnie z obietnicą. Mam nadzieję, że wpadniecie i będziecie mnie wspierać, tak jak tutaj. Oto i on: 1dwordswillbejustwords.blogspot.com.
Dzięki za wszystko i przepraszam, że rozdzialik taki króciutki, ale muszę się oswoić z myślą, że jutro siądę w ławce na języku angielskim (bo to on jest moją pierwszą lekcją).
Kocia3ek

niedziela, 2 września 2012

Rozdział 24

- Tak, jutro. Jest jakiś problem?- zapytała, jakby nic.
- E...N-n-n-nie ma problemu- zaczęłam się jąkać. Bo co jej miałam odpowiedzieć: "Tak do cholery jasnej, jest problem! I to duży!"? No chyba nie wypada, co?
- Świetnie, przyjedź po mnie na lotnisko o 10:00- zarządziła i się rozłączyła.
Co to w ogóle miało być, co? Wprasza się do (bądź, co bądź) MOJEGO domu, rząda, żebym JA odebrała ją z lotniska!!! Masakra! Zmieniła się przez ten miesiąc rozłąki. Zdecydowanie na gorsze.
Zeszłam na dół, ponieważ stwierdziłam, iż jakaś melissa na uspokojenie dobrze mi zrobi.
W kuchni siedzieli chłopcy i popijali pepsi.
- Chcesz łyka?- zaproponował Niall.
Pokręciłam przecząco głową.
- Coś niewyraźnie dziś wyglądasz- powiedział Harry.
- No- przytaknął Louis- weź rutinoscorbin.
A my oczywiście w rechot.
Zaparzyłam sobie herbatkę i usiadłam między Liamem, a Niallem. Ci natychmiast się ode mnie odsunęli. Spojrzałam na nich pytająco.
- Łyżka!- krzyknął Liam.
- Herbata!- zawtórował mu mój chłopak.
A pozostali mieli niezłą polewkę.
- Ej, słuchajcie- zaczęłam, bo przecież musiałam im to powiedzieć- bo Colette przyjeżdża.
- Super- ucieszył się Zayn- następna laska w domu.
- Kiedy?- spytał Liam.
- Jutro- oznajmiłam, na co wypluł na mnie pepsi.
- Jak to jutro?- dopytywał się.
- Tak wyszło. Teraz cała się kleję- posłałam mu pełne nienawiści spojrzenie, ale coś mi nie szło, bo ciągle się uśmiechałam.
- Sorki. Chciałem być spektakularny- wyjaśnił.
Pobiegłam na górę wziąć prysznic i już w piżamie, z mokrymi włosami zawitałam w salonie wśród reszty chłopców, co wywołało u nich lekki opad szczeny.
- Wow- skomentował Louis- ładnie ci w piżamie.
- Mojej księżniczce ładnie we wszystkim- poprawił go Niall.
Rozłożyłam się obok niego na sofie (zwalając z niej uprzednio Zayna). Głowę miałam na jego kolanach, a nogi na kolanach Harry'ego.
- Będę mokry- stwierdził Niall i pocałował mnie w czoło.
Na podłodze siedział Zayn, a na fotelach Louis i Liam.
Siedzieliśmy tak i gadaliśmy. Było naprawdę bardzo fajnie. Poznałam wiele sekretów chłopców, oni poznali moje. To był pierwszy taki wieczór odkąd się znamy, w którym aż tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Teraz wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko!
Później Niall przyniósł z góry trzy gitary. Gdy wstał z miejsca, miał całe mokre (od moich włosów) spodnie, co wyglądało, jakby się posikał, ale nic nie mówiliśmy, tylko się śmialiśmy. Po jakimś czasie brechtał się razem z nami. Takie zianie było, że... No! Nie ważne.
Więc przyniósł te trzy gitary: dla mnie, dla siebie i dla Liama. Dlaczego ja kurna jego mać nie wiedziałam, że mój brat gra na gitarze? To znaczy... W dzieciństwie chodziliśmy razem na lekcje, ale mi zdecydowanie lepiej szło niż je... Czemu ja znowu odbiegam od tematu?
Wręczył nam instrumenty i zaczęliśmy grać i śpiewać. Najpierw kilka ich piosenek na rozgrzewkę, a potem już leciało z górki. Na koniec stworzyliśmy z Zaynem duet i śpiewaliśmy "I gotta feeling". Nie zbyt znałam tekst rapu (on w sumie też), więc sami go wymyślaliśmy. Głównie opowiadał o nas... O mnie i o chłopakach. Jak to możliwe, że przez własną głupotę zaprzepaściłam kilka lat takiej znajomości?
Potem puściliśmy jakiś niby horror, ale że w ogóle nie był straszny nikt go nie oglądał.
***
Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Nialla, który uważnie mi się przyglądał.
- Cześć księżniczko!- przywitał mnie i pocałował w usta.
Wszyscy inni jeszcze spali. Harry miał głowę na moich kolanach i obejmował rękoma moje nogi, Zayn leżał na podłodze pod stolikiem na kawę, Liam siedział w fotelu z miską po popcornie na głowie, a Louis mruczał coś o marchewkach i morderczym króliku, który mu je zjada.
- Która godzina?- zapytałam.
- Coś koło 8:30.
Jak poparzona zerwałam się z miejsca, wywracając przy tym Hazzę, który spadł na Zayna.
Oboje wstali i zaczęli się na siebie drzeć.
- Sorki za to!- wrzasnęłam ze schodów.
Wzięłam prysznic, umyłam zęby, związałam włosy w luźnego warkocza z boku głowy i ubrałam się.
Gdy byłam już na dole, wszyscy siedzieli w kuchni. Zalałam sobie jakieś płatki mlekiem i usiadłam razem z nimi.
- Jak się spało?- zaczął rozmowę Zayn.
- Mnie? Wspaniale- uśmiechnęłam się do Nialla.
- Mnie już trochę gorzej- powiedział Liam- mam sól z popcornu we włosach.
I zaczął trzepać grzywą na wszystkie strony.
- Head&Schoulders, ludzie pomocy!- krzyczał Louis i jak opętany biegał wokół stołu.
- I, I wanna save ya!- krzyknął Zayn z teatralną miną i pobiegł po szampon.
Zaczęłam się śmiać i za nic nie mogłam dokończyć konsumpcji śniadania, więc podarowałam je w spadku Niallowi.
- Louis- zaczęłam- pojedziesz ze mną na lotnisko.
- Się robi- zasalutował, przerywając nakładanie szamponu na włosy Liama i poszedł ubrać buty
- Harry, Liam, Niall i Zayn- zwróciłam się do chłopaków- posprzątajcie w domu. Albo... albo chociaż nie nabałagańcie bardziej.
Wsiedliśmy z Louisem do samochodu i w milczeniu pojechaliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy o godzinie 10:02.
Colette stała przy drzwiach portu z wyraźnym niezadowoleniem.
- Cześć Cookie- przywitałam ją i już chciałam ją przytulić.
- Dwie minuty spóźnienia- upomniała mnie- Ej, Rori, jakiś pedał się do ciebie przyczepił- wskazała na Louisa.
- Uspokój się dziewczyno!- wrzasnęłam, ale zaraz potem się opanowałam- to jest Louis, Louis Tomlinson.
- Boże! Z kim ty się przyjaźnisz?- zapytała z kaprysem.
Louis wziął jej walizkę, ale przed tym oczywiście popatrzył na mnie z miną zbitego psa. Widać na serio zrobiło mu się przykro.
Wsiedliśmy wszyscy w trójkę do samochodu, ale nikt się nie odzywał. Ani jednym słowem. Leciało tylko radio.
Z piskiem opon wjechaliśmy na podjazd domu i bardzo szybko opuściliśmy pojazd. Weszliśmy do domu, a naszym oczom ukazała się cała czwórka chłopców.
- Colette, to są Harry, Liam, Zayn i Niall, mój chłopak- kolejno pomachali, a ona zbadała ich wzrokiem.
- Ty się z NIMI przyjaźnisz?- zapytała. Wyraźnie skrzywiła się na słowo "nimi".
Jej zachowanie naprawdę działało mi na nerwy.
___________________________________________________________________________________
Witam was moim mili!
Mamy nowego bohatera w opowiadaniu. Jednak nie będę wstawiać żadnej fotki, ponieważ nie zagości u nas na długo (tyle mogę zdradzić).
Jak wam się podoba 24 rozdział? Sorki za jego długość (jest bardzo krótki), ale piszę na bieżąco i prawie codziennie, więc... Chyba rozumiecie.
Myślę nad dedykacjami pod każdym rozdziałem, także piszcie jeżeli chcecie dedykację :).
Będę oczywiście bardzo wdzięczna za komentarze i strasznie wam dziękuję za czytanie.
I <3 U SO MUCH!
Kocia3ek

sobota, 1 września 2012

Rozdział 23

TWysiedliśmy z samolotu jako pierwski i szybko polecieliśmy po bagaże. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domu. Szczerze mówiąc, stęskniłam się za Londynem. Nawet za tą ponurą londyńską pogodą.
Cali w skowronkach otworzyliśmy drzwi do domu. Niall od razu- głowa w lodówce, Zayn do swojej łazienki w celu nałożenia żelu na włosy, Liam w internet, aby poinformować fanów na twitterze o naszym powrocie, Louis rozłożył się na kanapę, a Harry zniknął w pokoju. Ja natomiast wzięłam walizkę i poszłam się rozpakować. Zrobiłam pranie, poukładałam czyste ubrania w szafie, wzięłam prysznic, przebrałam się w świeże ciuszki i zmęczona klapnęłam na łóżku z laptopem na kolanach. Prześledziłam kilka stronek, wbiłam na youtube'a. W sumie nic specjalnego.
- Nie ma nic do jedzenia!- wrzasnął Niall z dołu tak głośno, że aż zleciałam z łóżka.
Oburzona wyparowałam z pokoju i już po kilku sekundach znalazłam się przed moim chłopakiem.
- Niall, kochanie- zaczęłam cicho i spokojnie- Mógłbyś się tak nie drzeć?! Harry śpi! Nie musisz go budzić!
- Ale ja nie mam co jeść- wytłumaczył się.
Otworzyłam lodówkę. Faktycznie pusto. Tylko światło. W sumie, cieszę się, że tej lampki nie zjadł, bo jeżeli według ciebie lodówka jest pusta, to wiedz, że dla Nialla to istna katastrofa granicząca z końcem świata.
- Chłopaki! Nie ma niczego do jedzenia!- krzyknęłam.
Wszyscy w czwórkę (nawet zaspany Harry) stanęli przede mną z takimi minami, jakbym powiedziała, że ich kariera dobiegła końca. Seryjnie!
- No to czas na zakupy- zarządził Liam i nieczekając na jakąkolwiek odpowiedź włożył buty i zasiadł wygodnie w samochodzie.
Po siedmiu minutach jazdy i słuchania niesamowicie inteligentnej konwersacji Harry'ego z Louisem na temat terminu ich ślubu, staliśmy pod sklepem spożywczym. Ja i Zayn poszliśmy po jakieś pieczywo i coś do picia, Hazza i Lou po warzywa i owoce, a Liam z Niallem mieli wybrać jakieś dobre słodycze.
- To... Jak ci się chodzi z Niallem?- zapytał Zayn, gdy stanęliśmy przed regałem z wodą mineralną.
- W porządku. Powiem szczerze, że nie czuję się jakoś inaczej. Właściwie, jest tak, jak było dawniej. Tylko odrobinę inaczej się traktujemy. To wszystko- wyjaśniłam.
Wpakowaliśmy zgrzewkę wody gazowanej i kilka soków do wózka, po czym ruszyliśmy po jakiś chleb.

<OCZAMI HARRY'EGO>

Poszliśmy z Louisem na warzywka. Z nim to jest na serio jakaś masakra! Wziął chyba z 10 kg marchewki (bo tyle mieli w sklepie) i jeszcze miał pretensje do sprzedawczyni, że mają mały wybór. Ledwo go odciągnąłem! Jeszcze by rozrubę zrobił!

<OCZAMI LIAMA>

- Niall do cholery jasnej! Zostaw tą galaretkę!- wrzasnąłem na blondyna, który recytował jej skład.
Z nim w sklepie jest naprawdę małpi gaj.
- Niall- powtórzyłem, bo właśnie łamał sobie język na nazwie jednego z chemikaliów, które w wyżej wymienionej galaretce się znajdowały.
Z pełnym koszykiem poszliśmy do kasy. Niall zaczął sprawdzać paragon.
- Przepraszam- zagadał ekspedientkę- cena tych krówek powinna być niższa.
- Nie, proszę pana.
- Tak, proszę pani.
- Nie.
- No przecież miała być promocja- kłócił się.
- No i jest promocja.
- Nie, nie ma.
- Jest. Ale jeżeli pan chce, mogę zabrać panu te krówki i oddać pieniądze.
- Nie- chłopak przytulił do siebie paczkę cukierków- bo ja lubię krówki. Tylko nie lubię jak mnie ktoś robi w konia z krówkami!- krzyknął na cały sklep- Do widzenia!

<OCZAMI RENESME>

Zayn zaczął się przeglądać w lusterku nad bułkami.
- Idziemy Zayn! Nie ma czasu. Właśnie dostałam sms'a od Liama, że wszyscy czekają w samochodzie- pospieszałam mulata, a on niechętnie odszedł od stoiska.
Ruszyliśmy do kasy, zapłaciliśmy i już po chwili jechaliśmy do domu z obładowanym bagażnikiem razem z całą naszą "paczką".
Akurat leciała w radiu piosenka "One Thing", więc chłopcy zaczęli robić dziwne miny i strasznie się wydurniali. Nawet prowadzący samochód Louis, choć kilkakrotnie mówiłam mu, żeby patrzył na drogę. Liam opowiedział nam o zaciętej kłótni Nialla z jedną z pracowniczek sklepu. Brechtaliśmy się nawet w domu.
***
Usiadłam na swoim łóżku, bawiąc się telefonem w ręce. W końcu zdecydowałam się jednak zadzwonić do Colette.
- Halo? Rori?- odebrała po trzech sygnałach.
- No pewnie, że Rori! Cześć!- przywitałam się.
- Siemka- odpowiedziała- Co tam u ciebie?
Opowiedziałam jej o moich wakacjach w Los Angeles, ona mi o swoich.
- Mogłabym do ciebie przyjechać?- zapytała.
- No jasne- powiedziałam niepewnie.
Chyba raczej Cookie nie polubi chłopców. To są dwa różne światy, możecie mi wierzyć. Ona niby jest moją przyjaciółką, ale to tylko dlatego, że nikt inny się jakoś do tego nie pisał. Jednak teraz, gdy mam chłopaków już... No nie wiem. Bardzo ją lubię, ale boję się, że chłopcy jej nie zaakceptują, albo to oni nie przypadną jej do gustu.
- Super- ucieszyła się- Będę jutro!
- JUTRO?!- wrzasnęłam.
__________________________________________________________________________________
HEJ! Wiem, rozdział jest naprawdę strasznie krótki, ale musiałam skończyć w tym momencie! :)
Dzisiaj pierwszy września. Cieszmy się ostatnim weekendem wakacji. W końcu normalnie o tej porze bylibyśmy już dawno po rozpoczęciu i szykowalibyśmy się do szkoły na następny dzień.
Dzięki za 4 komentarze pod poprzednim rozdziałem. Naprawdę super, że jesteście i że czytacie bloga. Fajnie byłoby, gdybyście go polecali innym osobom, ale oczywiście do niczego nie zmuszam.
Kocham was!
Kocia3ek

piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział 22

Siedziałam na łóżku w pokoju i patrzyłam w jakiś punkt na suficie. Harry i Louis oglądali film w salonie, Zayn poprawiał fryz, Liam sprawdzał, czy wszystko zabraliśmy, a Niall zapewne obczajał stan lodówki. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę!- powiedziałam i już po chwili w progu ujrzałam mojego chłopaka zajadającego paluszki.
- Zabieram cię na romantyczny spacer po plaży- powiedział i kazał mi się jak najszybciej cieplej ubrać. 
Ja (jak to ja) oczywiście pomarudziłam, że nie jest zimno i wyszliśmy na zewnątrz. Podmuch zimnego powietrza prawie zwalił mnie z nóg, ale udawałam, że wszystko jest w porządku, ponieważ nie chciałam dać mu tej satysfakcji, iż się myliłam.
Cały czas szliśmy za rękę, nie odklejając się od siebie dalej niż 2cm. Biło od niego ciepło i naprawdę miałam ochotę się do niego przytulić, żeby się ogrzać. Zawiał lekki wiatr i aż się wzdrygnęłam.
- Zimno ci, co?- zapytał- Trzeba było słuchać wujka Nialla.
Zdjął z siebie bluzę i nałożył mi ją na ramiona.
- Daj spokój, Niall. Będzie ci zimno- powiedziałam.
- Nie ma dyskusji- przerwał mi.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale", ubieraj i koniec- zarządził, a ja spełniłam jego "prośbę". Przyznam, że bluza strasznie ładnie pachniała...
- Będziesz przeziębiony- stwierdziłam bardzo poważnie.
- Lepiej, żebym ja był chory, niż ty- uśmiechnął się promiennie i nie drążyliśmy już dłużej tego tematu.
Przytulił się do mnie i dalej tak szliśmy. W końcu stanęliśmy. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i się pocałowaliśmy. To było... Hm... Interesujące i baaaaaaaaardzo romantyczne. Zwłaszcza, że właśnie zachodziło słońce.
Spacerowaliśmy tak jeszcze przez jakieś pół godziny, ale potem wspólnie stwierdziliśmy, że może pasowałoby wrócić do domu.
Droga powrotna zajęła nam 45 minut, więc byliśmy w domu o 23:20. Reszta chłopców już smacznie spała (zapewne Liam ich zagonił), więc daliśmy sobie tylko buziaka na dobranoc i ruszyliśmy do swoich pokoji. Wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę, ale gdy leżałam w łóżku za nic nie mogłam zasnąć. Może to wszystkie myśli nie pozwalały mi zmrużyć oczu, albo poprostu HARRY, KTÓRY MAMROTAŁ PRZEZ SEN JAKIEŚ DZIWNE WYRAZY, ilekróć mi się to udawało.
- Harry- odezwałam się w końcu- cicho bądź.
- Tak, mamo- mruknął, obróbił się na drugi bok i niawijał dalej o swoich poglądach na temat polityki.
Wkurzyłam się i wyszłam z pokoju. Na początku nie wiedziałam, gdzie iść, ale w końcu po cichu weszłam do pokoju Nialla i Zayna.
- Niall- wyszeptałam- mogę dzisiaj z tobą spać?
- Co...ja....CO?- jak poparzony zerwał się z miejsca.
- Czy mogę dzisiaj z tobą spać? Harry cały czas coś gada przez sen- poinformowałam go i nie czekając na odpowiedź wepchałam mu siędo łóżka.
Przytuliłam się do niego (dlatego, że chciałam, ale też dlatego, że łóżko było okropnie ciasne) i zasnęłam automatycznie.
***
Poczułam, że ktoś całuje mnie w policzek. Otworzyłam niechętnie oczy.
- Rose, wstawaj już kochanie- usłyszałam głos Nialla.
- Nie chce mi się- miałknęłam i obróciłam się na drugi bok. Po chwili jednak odwróciłam się z powrotem- Takie pobudki, to ja rozumiem.
- Możesz mieć takie codziennie, tylko...
- WSTAWAJ!- wydarł się Louis, który wpakował się do pokoju.
Na dworze było jeszcze ciemno. Dopiero wschodziło słońce.
- Która godzina?- zapytałam.
- W pół do piątej- poinformował mnie Niall.
- Co? No dobra, dobra... WSTAJĘ!- krzyknęłam Louisowi prosto w twarz.
- No, a ty Louis idź obudź Harolda, bo nie zdąży na samolot- powiedział mój chłopak.
Potem usłyszeliśmy już tylko, jak Lou wychodzi z pokoju z okrzykiem "Harrusiu! Czas na pełnowartościowe śniadanko!", a Harry drze się na niego "Lubiś? Tak wcześnie?"
Zarówno ja, jak i Niall zaśmialiśmy się pod nosem, co z czasem stało się taką głupawką, że... No. Ja się brechtałam z jego śmiechu, on z mojego i wyszła niesamowita mieszanka wybuchowa.
Gdy wróciłam do swojego pokoju oboje siedzieli już na łóżku.
- Harry, nigdy nie mówiłeś mi, że zakochałeś się w Kubusiu Puchatku- powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem.
- Co ty do mnie mówisz?- zapytał zaspany.
- Słyszałam, jak gadasz przez sen- poinformowałam go i zabrałam się za szukanie ubrań w walizce.
- CO? Zdradzasz mnie?- reakcja Louisa.
Poszłam do łazienki, ubrałam się, uczesałam, umyłam zęby. Dopakowałam kosmetyczkę do bagażu i ruszyłam do kuchni. Usiadłam przy stole, przywitałam się ze wszystkimi i zaczęłam konsumpcję tostów z dżemem.
- Bardzo dobre, Zayn- powiedziałam, ponieważ (jak się dowiedziałam od chłopaków) to on był autorem "potrawy".
Gdy skończyliśmy, pojechaliśmy taksówką na lotnisko. Tym razem facet nie był tak miły, jak w Londynie. Cały czas na nas wrzeszczał, że brudzimy mu siedzenia, itp.
Wysadził nas jakieś 500 metrów od portu lotniczego, choć śmiało mógł wjechać dalej, ale NIE!
Zabraliśmy się za walizki. Po drodze strasznie nażekałam, że mi się nie chce iść, więc Niall zabrał moją walizkę, a Lou wiózł mnie na swojej. To musiało strasznie komicznie wyglądać z boku. Ale może się dowiem, bo jak tylo Liam zobaczył nasz wyczyn, musiał to zfilmować, więc rozkopał całą walizkę w poszukiwaniu kamery. Jednak potem okazało się, iż była ona w bagażu Malika. Po prostu jakaś MASAKRA! My na serio wszyscy jesteśmy zdrowo popierniczeni.
***
W końcu jednak zasiedliśmy w samolocie. Babka z recepcji zawołała ochronę, gdy zobaczyła co wyprawiamy z tymi walizkami, ale na szczęście nic innego się nie wydarzyło.
Siedziałam z Niallem, za nami Harry i Lou, przed nami Liam i Zayn.
Obok nas (w rzędzie obok) siedziała mama z jakąś czteroletnią córeczką. Mała siedziała raczej spokojnie. Była przesłodka. Przypominała trochę mnie, jak byłam w jej wieku.
- Chciałabyś mieć takiego szkraba?- zapytał Niall- Ze mną?
- Wiesz... Na razie, coś nie myślę o dzieciach- stwierdziłam.
- No przecież nie teraz! W przyszłości...
- Pewnie tak- pocałowałam go.
- Nigdy nie będę się całować z chłopakiem- skrzywiła się dziewczynka.
- Zobaczymy młoda, zobaczymy- Niall puścił jej oczko.
- Mam być zazdrosna?- zapytałam.
***
- Strasznie dużo jesz!- skomentowała Nicole (dziewczynka), gdy Niall pochłaniał ósmą kanapkę.
Siedziała teraz u mnie na kolanach, ponieważ jej mama była bardzo zmęczona.
Mała opowiedziała mi już chyba o wszystkim; o jej kolekcji lalek barbie, o kucykach PONY, o swoim przyjacielu...
***
Mama zabrała Nicole z moich kolan, gdyż bardzo zachciało jej się (w sensie Nicole) spać.
Teraz słucham muzyki na MP4 Harry'ego, ponieważ się wymieniliśmy. Niall gra na NINTENDO, Zayn przedląda się w ekranie telefonu, Liam śpi, Louis pije soczek marchewkowy, a Harry chyba bawi się moim odtwarzaczem.
- Masz fajne piosenki!- powiedzieliśmy równocześnie z Hazzą i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ciiiiiiiiiiii- usłyszeliśmy w odpowiedzi od innych pasażerów.
***
Obudził mnie głos stewardessy, która poinformowała nas o lądowaniu. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Zapięłam tylko pasy, pozbierałam jakieś rupiecie i niedbale wrzuciłam je do podręcznego, po czym zabrałam się za budzenie Nialla.
__________________________________________________________________________________
HEJO! Rodział jest krótki i wydaje mi się, że niezbyt interesujący.
Pod ostatnim dostałam nawet 10 komentarzy, czyli widzę, że was na to stać.
Emm... No to chyba tyle, nie?
Aha i takie pytanko: Bylibyście może zainteresowani taką rzeczą, jak TWITCAM? Np. z okazji dwóch miesięcy wspólnie spędzonych? Piszcie w komentarzach!!!
Lovciam was i dziękuję, że ze mną jesteście.
Kocia3ek

środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział 21

Obudziłam się o godzinie 8:32. Harry'ego i Lou nie było już w pokoju. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę walizki. Wyjęłam z niej jakieś ubrania i powędrowałam z nimi do łazienki. Przebrałam się, umyłam zęby, uczesałam włosy i gotowa weszłam do kuchni.
- Witamy!- powiedzieli chłopcy chórem.
- Cześć kochanie- uśmiechnął się Niall.
- Czy my o czymś nie wiemy?- zapytał jakże zaciekawiony Louis.
Niall wstał, podszedł do mnie i pocałował.
- Jesteśmy razem- oznajmił.
I zaczął się małpi gaj. Chłopcy jak poparzeni wstali z miejsc i zaczęli nas ściskać, gratulować i wgl. Prawie tak jak na ślubie! No bez przesady, ludzie!
W końcu stanął przede mną Harry.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa- wydukał i pocałował mnie w policzek- Ale ja nadal czekam.
Gdy się ogarnęliśmy, usiedliśmy z powrotem przy stole.
- Głodna jestem- marudziłam.
- To sobie zrób jedzenie- zaproponował Liam.
- Ale mi się nie chce.
- Więc... Niezwykle przystojny, miły, wspaniałomyślny, utalentowany, kochający koty, opiekuńczy, uroczy- wymieniał Harry- mistrz kuchni "mła"- wskazał na siebie z wyraźnym zadowoleniem w oczach- zabiera się do roboty.
- Aleś ty skromny Haroldzie!- wrzasnął Lou sarkastycznie.
- Nie mów do mnie Haroldzie!- usłyszeliśmy z kuchni.
- W swoim niesamowitym monologu zapomniałeś dodać, że jesteś bardzo wrażliwy, kochanie- cmoknął Louis, na co wybuchnęliśmy śmiechem.
Po kilku minutach pojawił się przede mną talerz z górą omletów.
- Podziel się posiłkiem!- krzyknął Niall i rzucił się na moje śniadanie.
Gdy już zjedliśmy postanowiliśmy po raz ostatni odwiedzić plażę. Nie wierzę, że już jutro rano opuszczamy Los Angeles! Naprawdę! Mimo, że skopałam sobie większość czasu tutaj tą śpiączką, to i tak uważam to miejsce za magiczne.
Rozłożyliśmy duży koc na piasku, położyliśmy się wszyscy w szóstkę i zaczęliśmy rozmawiać.
- Dzwonił do mnie Paul- oświadczył Liam- Mówił, że załatwił nam występ za tydzień w Londynie.
- No to zarąbiście- mruknął Niall bez entuzjazmu i upił łyka wody mineralnej.
- Zaśpiewamy po Justinie Bieberze- dodał Daddy.
Na to nazwisko, Niall wypluł napój na Harry'ego, po czym wstał i zaczął tańczyć, deptając po ludziach. Jedna z dziewczyn, gdy go zobaczyła prawie wpadła do morza. Zgaduję, że była fanką.
Wylegiwaliśmy się na plaży tak jeszcze przez trzy godziny i nie ukrywam, że słońce nieźle mnie spiekło, mimo, iż porządnie wysmarowałam się kremem z filtrem. Ale to jeszcze nic... Żebyście widzieli Zayna. Jakiś przypieczony miś panda. Jest cały czerwony (jak pomidor), z wyjątkiem obszaru wokół oczu, na którym nosił swoje (jak to ujął) "niesamowicie pociągające, modne i szpanerskie" okulary przeciwsłoneczne.
Zwinęliśmy manatki i wróciliśmy do domu. Chcieliśmy się jeszcze raz przejść po mieście i się z nim pożegnać. Na początku zahaczyliśmy o jakąś restaurację, bo Niall narzekał, że jest bardzo głodny (choć na plaży wchłonął hot-doga, cztery gałki swoich lodów, dwie gałki moich lodów (!) i wszystkie marchewki Louisa). Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy w dalszą drogę. Zobaczyliśmy Union Station w centrum miasta, a potem uderzyliśmy na molo w Santa Monica. Było naprawdę super! Spacerowaliśmy, śmialiśmy się, rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się. Harry wrzeszczał do ludzi "Siema Johny", a potem wiał, albo zwalał winę na Louisa, który potem od nich obrywał. Zayn pytał każdego człowieka, czy ma pożyczyć telefon, bo w jego światło się odbija i nie może się przejrzeć, Liam łaził jak pijany, Niall próbował ukraść jakiejś małej dziewczynce lizaka, a ja tam stałam i zwijałam się ze śmiechu. Wszyscy się na nas gapili i mieli niezłą polewkę (nawet ze mnie), ale nikt z nas się tym nie przejął.
O godzinie 17:00 wróciliśmy z powrotem do domku i zaczęliśmy się pakować. Zajęło mi to jakieś 15 minut, bo nie wyciągałam ubrań z walizki. Natomiast Louis! Ten to miał na serio przerypane! Każda część garderoby w innym miejscu w domu. Jedna z jego "amazing" koszulek w paski wisiała na lampie w pokoju Zayna i Nialla, jego niebieskie rurki leżały sobie jak gdyby nigdy nic w lodówce między jajkami, a mlekiem... Po prostu paranoja! Trochę mu pomogłam w tym wszystkim, ale i tak- 45 minut zabrane z życiorysu.
Gdy już byliśmy spakowani, klapnęliśmy na kanapie przed telewizorem, oglądaliśmy jakiś dziwny film z Johnym Depp'em w roli głównej i wpierniczaliśmy popcorn. Zakończyło się to "kukurydzianą wojną".
- Rozejm!- krzyknęliśmy wszyscy, co spowodowało niesamowicie głośny wybuch śmiechu.
- Harry, możesz już wyjść z szafy!- zachęcał go Louis- Wszyscy wiedzą o naszym romansie, nie musisz się ukrywać.
Znowu zaczęliśmy się brechtać.
- Będzie mi brakowało tego miejsca- powiedziałam siadając na kolanach Nialla.
- Mi też- potwierdził- Ale najważniejsze, że będę z tobą- pocałował mnie w usta.
- Ooooo!- zawyli chłopcy (oprócz Louisa, który zdobył się jedynie na głośnie i stanowcze "FUJ!!!").
- Louis!- upomniał go Liam.
- Dobra, dobra- uniósł ręce do góry- Ooooo!- poprawił się- Żygam tęczą- mruknął pod nosem.
- Słyszałem!- krzyknął Daddy.
_________________________________________________________________________________
Happy Birthday Liam! Yeah! Dzisiaj jest 29 sierpnia. A co za tym idzie? 19 urodziny Liama Payne'a.
Życzymy mu wszystkiego najlepszego.
Ale wracając do bloga... Jest 21 rozdział. Jest dość słaby i bardzo was za to przepraszam, ale jakoś nie mam weny.
Niektórzy czytelnicy sugerowali mi zmianę wyglądu bloga, więc spełniłam ich prośbę. Jak się podoba? Bo ja się jeszcze nie przyzwyczaiłam :)
I następny rozdział będzie dopiero, gdy tutaj, pod dwudziestką jedynką pojawi się 9 komentarzy! Nie lubię tego robić, zaufajcie mi, ale komentarzy jest naprawdę niewiele (jak na ponad 20 obserwatorów).
Kocham was!!! <3
Kocia3ek